Przejdź do treści
Recenzje niedzielnego gracza : Stardew Valley - izzy mode

Ta gra to casualowy święty Graal. Dziękuję za przybycie na mój TED talk, do widzenia.

.

.

.

Jeśli jesteś n00bem w związku z tru-gamerem albo zdarzyło Ci się narzekać głośno, w towarzystwie graczy na poziom trudności w grach, to niemal na pewno nakłaniano Cię już (z niepokojąco fanatycznym błyskiem w oku) do spróbowania tej jednej gry o prowadzeniu farmy.

Pamiętaj: oni wszyscy robili to dla Twojego dobra. I mieli rację. Słuchaj starszych. Albo młodszych. Słuchaj tych, którzy polecają Ci Stardew Valley.

Ale od początku: Stardew Valley to rzeczywiście gra o prowadzeniu farmy, ale też o nawiązywaniu znajomości i rozwoju społeczności lokalnej. 

Jest tam sporo RPG, trochę gry strategiczno-ekonomicznej, craftingu i relaksującego clickera jak z gry mobilnej. W ten miks wpleciono ważny “chipsowy gameloop”, czyli żerującą na naszym gadzim, dopaminowym mózgu myśl “jeszcze jeden i kończę”. W tym przypadku taki chips to jeszcze jeden dzień w grze. To uzależniający mechanizm: w klasycznym RPG rozpoczęcie kolejnej misji wymaga podjęcia aktywnej decyzji o szukaniu nowego questa, ruszeniu ku nowej przygodzie i… skoro już i tak mózg musi podjąć jakiś decyzyjny wysiłek, to równie dobrze może wybrać zapisanie i wyłączenie gry. W Stardew Valley (i wielu strategiach… Patrzę na Ciebie 11bit Studios, z Twoim Frostpunkiem i This War of Mine…) kolejna runda (kolejny dzień życia na farmie) rozpoczyna się automatycznie i aktywna decyzja wymaga nie-kontynuowania rozgrywki. Takie decyzje nie są przyjemne, a skoro już nowy dzień się zaczął… – To oznacza, że zwykle spędzimy na wirtualnej farmie wyraźnie więcej czasu, niż pierwotnie zakładaliśmy.

Grafika w Stardew Valley to bardzo czytelny, ale nie minimalistyczny pixelart w rzucie izometrycznym. Styl rodem sprzed trzech dekad. A ogólny styl wizualny przywodzi mocno na myśl gry japońskie. Również “silent protagonist”, czyli znany np. z serii Legends of Zelda, bohater, który co prawda wchodzi w setki interakcji, prowadzi najwyraźniej całe dialogi, zaskarbia sobie przyjaźń i miłość NPCów, ale – choć to przecież my nim sterujemy – nigdy nie widzimy, żeby sam coś mówił. Przyczyną tego podobieństwa do gier japońskich może być fakt, że Stardew Valley jest – rozwiniętą i zaprogramowaną na nowo – ale w dużej mierze kopią gry Harvest Moon. Tylko prawnicy Nintendo raczą wiedzieć w jaki sposób twórca Stardew Valley (bo jest w gruncie rzeczy jeden twórca) zdołał uniknąć pozwu.

Czyli mamy uzależniającą grę, która w efekcie pochłania mnóstwo czasu, wyglądającą jak z epoki gier platformowych typu Mario, które powszechnie wymagały od gracza perfekcyjnego refleksu. Grę bez możliwości zapisu w dowolnym momencie, bez regulowania poziomu trudności, w której zwyczajowo relaksująca minigra – wędkarstwo (!) – jest najbardziej frustrującym elementem rozgrywki. Grę, w której wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu walczymy z potworami! Grę wreszcie, która nie ma po prostu instrukcji obsługi, podręcznika czy solucji. Nie, ona ma poświęconą sobie osobną WIKIPEDIĘ. Czyś Ty (w sensie, że ja) rozum postradał!? To brzmi jak tortura dla casuala! N00by będą uciekać z krzykiem!

Tak. Tyle, że nie. Widzisz, Stardew Valley pochłania stopniowo i niepostrzeżenie. Gra ma skrajnie niski próg wejścia. Na początek po prostu przekop grządkę – zajmie to 20 sekund. Teraz zasiej roślinki (10 sekund) i podlej (kolejne 10 sekund). Gratulacje! Jesteś farmerem! Teraz możesz iść do miasta, pogadać z ludźmi. Nawet nie musisz wybierać opcji dialogowych – czy to nie wspaniałe? Zwiedzasz okolicę, zasiane rośliny gdzieś tam sobie rosną. O! Widzisz żołędzia! Możesz go podnieść! Ganiasz i szukasz żołędzi. I szyszek. Poziom energii spada… Trzeba coś zjeść. Możesz wycraftować batona z zebranych darów lasu. Niby nie ma instrukcji, ale gdzieś tam pojawił się dymek, a może któryś z mieszkańców dał Ci recepturę na leśne batony? Oho, ściemnia się, pora do domu! To było fajne! Mija kilka dni, okazuje się, że farmę można usprawnić, więc wyznaczasz sobie nowe cele. Takie małe questy – uzupełnienie dla tych zbieranych w grze. To wszystko wciąga tyleż mocno, co niepostrzeżenie. Sprawia, że do uzależniającego game loop dochodzi wewnętrzna motywacja. Sprawia, że chce Ci się poświęcić grze dużo czasu oraz, że małe, denerwujące sprawy nieidealne sterowanie, ograniczone instrukcje czy brak polskiej wersji językowej, przestają mieć znaczenie.

Stardew Valley jest dowodem na to, jak nieoczywisty może być przepis na casualowy sukces. Spodziewamy się, że grą idealną będzie jakiś prosty Tetris, zabawka mobilna z łatwymi planszami na 3 minuty, tymczasem pochłania nas gra, której twórcy zostawiają nam, graczom decyzję o tym, jak szybko chcemy działać – czy będziemy latami ręcznie podlewać grządkę marchewki, czy zbudujemy zautomatyzowane przedsiębiorstwo generujące krociowe zyski, czy chcemy zdobyć serca mieszkańców wioski, czy izolować się od wszystkich społecznych aktywności, wreszcie: czy w ogóle chcemy prowadzić gospodarstwo w tej grze o farmie, czy nie zająć się zamiast tego pełnoetatowym trzebieniem potworów w opuszczonej kopalni. Mapa gry nie jest za duża, ale też nie za mała – w sam raz do zwiedzania, ale całą zapamiętamy po kilku godzinach. Rzut izometryczny pozwala łatwo orientować się w przestrzeni, a autozapis zadba, byśmy nigdy nie stracili za wiele, nawet gdyby wyłączyli prąd.

Co jednak najważniejsze: twórcy nie robią nam na złość (*khe ehe* oprócz-łowienia-ryb *ehem*). Gramy dla przyjemności. Czasem uda się wykonać quest, innym razem nie. Nie musimy zaczynać dnia od początku, bo ta gra nigdy nie próbuje nas karać. Da się ją przejść i ukończyć wątek fabularny, ale jest wielu ludzi, którzy po – dosłownie – setkach godzin rozgrywki nie wykonali go nawet w połowie i nadal świetnie się bawią. 

Pamiętaj – jeśli jesteś casualem lub n00bem, Stardew Valley jest dla Ciebie, nawet jeśli mylisz krowę rasy Jersey z holsztyńsko-fryzyjską, a agregat uprawowo-siewny wciąż uważasz za fanaberię, obstając konsekwentnie przy zębowych bronach zygzakowych.

Ocena Izzy Mode dla gry Stardew Valley

Casual score: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla casual players – graczy okazjonalnych, którzy czasem lubią wyzwania, ale generalnie chcą sobie popykać raz w tygodniu przez parę godzin bez stresu i dla samej radości grania. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla okazjonalnych graczy.

n00b-o-meter: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla n00b’ów – nowych graczy, których gamingowa kariera zaczęła się i skończyła na Candy Crush, Tetris albo grach przeglądarkowych lub wręcz nigdy nie grali w żadną grę, a chcieliby zacząć. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla początkujących graczy.

Poziom trudności: między Izzy Mode, Normalnym, Trudnym a Koszmarem – jak ogólny poziom trudności tej gry zostałby określony w skali znanej z gier?

Casual score
0
n00b-o-meter
0

Ogólny poziom trudności:

Zobacz inne gry o poziomie ""

Recenzje niedzielnego gracza : Stardew Valley - izzy mode

Stardew Valley

Stardew Valley to angażująca i przystępna gra dla graczy okazjonalnych, łącząca w relaksujący sposób zarządzanie farmą z elementami RPG, strategii ekonomicznej, craftingiem, tworząc uzależniające doświadczenie. Game loop wciąga jak chipsy – zachęca graczy do kontynuowania zabawy bez konieczności podejmowania świadomej decyzji o tym, prowadząc do długich sesji gry. Grafika pikselowa i izometryczny widok oddają nostalgiczny hołd klasycznym platformówkom i grom japońskim. Pomimo wyzwań, takich jak frustrująca minigra z wędkowaniem i brak możliwości dostosowania poziomu trudności, Stardew Valley pozostaje przystępne, z prostymi początkami, które naturalnie ewoluują w bardziej złożoną rozgrywkę. Gra nie karze graczy surowo, pozwalając na różnorodne style gry i cele, co czyni ją doskonałym wyborem zarówno dla graczy okazjonalnych, jak i n00bów.

Przestań wszędzie pisać, co myślisz! Nie możesz po prostu przeczytać recenzji i tyle?
idź w coś pograć, zamiast komentować wszystko, co ci się nasunie na ekran!