Cassette Beasts
Pokémony były dla całego pokolenia wejściówką do świata gier. Przystępne, wciągające, z uzależniającym game loop przemawiającym do zbieracko-łowieckich instynktów graczy. Cassette Beasts w oczywisty sposób wzoruje się na serii Nintendo, nadaje się bardzo dobrze dla nowicjuszy oraz (nawet lepiej niż większość gier z serii Pokémon) do grania we dwoje.
Choć Cassette Beasts fabularnie może trochę dezorientować, przez co niedzielny gracz po dłuższej przerwie będzie się zastanawiał co, gdzie i po co właściwie robi, to trudno znaleźć dziś grę, która byłaby bardziej przystępnym kanapowym co-op’em, wydanym na niemal każdą platformę (oprócz, niestety, Playstation), a nawet dostępnym w Game Pass.
Walki toczą się tutaj turowo i w przeciwieństwie do najnowszego turowo rozgrywanego hitu Clair Obscur: Expedition 33 – nie wymagają absolutnie żadnej zręczności od gracza. Przegrane walki nie są karane dużymi konsekwencjami, a poznanie mechanik i zależności między rodzajami ataków nie jest konieczne, żeby przejść grę. Choć oczywiście poznanie podstaw tych zależności ułatwi rozgrywkę na dłuższą metę i ją urozmaici.
Umiarkowanie rozległy świat 2D (rzut izometryczny) z czytelną mapą ułatwia poruszanie i tylko z rzadka znajdziemy miejsce, gdzie nie da się dotrzeć w oczywisty sposób. Najczęściej zresztą to zamierzone działanie twórców, które spina postępy w fabule z postępami w rozwoju postaci dbając, byśmy za szybko nie trafili w zbyt groźne i fabularnie zaawansowane rejony.
Granie we dwójkę ma jeszcze tę ogromną zaletę w zakresie poruszania, że można wykorzystać pewną mechanikę: ponieważ gra nie oferuje podzielonego ekranu, to obie postaci graczy muszą zawsze znajdować się blisko siebie. Jeżeli zatem jedna postać dokądś idzie, a druga się nie porusza, to ta druga jest przez grę automatycznie teleportowana w pobliże pierwszej. A to oznacza, że jeśli jeden gracz zdoła gdzieś dotrzeć – np. wskoczyć na trudniej dostępną półkę skalną, to wystarczy, że drugi – który ma z tym trudność – przestanie się poruszać i może zostać “wciągnięty” w pobliże swojego bardziej zręcznego kolegi. Cała gra jest wprost stworzona do wciągnięcia w świat gamingu osób bliskich bardziej doświadczonego gracza. Może on pomagać, ma czas na podpowiadanie, może nawet przejąć kontroler, jeśli jakieś wyzwanie jest mimo wszystko zbyt trudne. Gra się tu bardzo zespołowo.
Cassette Beasts korzysta z bardzo już wiekowego modelu rozgrywki – kto raz grał w ten retro-pikselartowy typ jRPG, rodem z Final Fantasy VI i Pokémonów, a odtwarzany w różnych odcieniach do dziś w grach takich jak Sea of Stars czy Octopath Traveler, tego kasetowe stworki niczym nie zaskoczą. Tym bardziej więc zasługują na pochwałę, bo n00b z choćby minimalnym zapleczem gamingowym sprzed 30 lat rozpozna znajome mechanizmy i interfejsy, a casual nie będzie musiał się uczyć obsługi gry na nowo po każdej miesięcznej przerwie.
Dlaczego więc nie 10/10? Dwa punkty odejmujemy w casual score za fabułę – ta tworzy całe nowe universum, ale jest ono na tyle niedopowiedziane, a cele naszej postaci w tym świecie – na tyle niejasne, że wracając do gry po miesiącu, można poczuć się zagubionym. Bo w jaki niby sposób powrót do domu z tajemniczej krainy – nasz główny, choć mglisty, cel – ma być osiągnięty przez przenoszenie kamieni z miejsca na miejsce w stacji metra? I jak to się ma niby do nagrywania istot żywych na taśmy magnetofonowe? Dlaczego w ogóle taśmy? Bez wyraźnej ciągłości przyczynowo-skutkowej ta surrealistyczna opowieść sprawia wrażenie pretekstowej i trudno mieć ją w pamięci po przerwie.
Natomiast n00b-o-meter musi obniżeniem oceny odnotować fakt, że bez kanapowego co-op’u gra przestaje być tak przystępna. Jeśli nowicjuszowi nie towarzyszy bardziej doświadczony gracz, to traci opisaną wyżej funkcję (exploit?) “wciągania” kolegi w trudno dostępne rejony planszy, a nie znając jRPG’owej formuły trafia w dość chaotyczny interfejs z niejasnymi pojęciami (za podobną przewinę Clair Obscur zostało przez nas wyraźnie skrytykowane), przez co ryzyko odbicia się od Cassete Beasts w takim single-player’owym scenariuszu nie jest wcale niskie.
Poza tymi aspektami jednak, nie znajdujemy żadnych powodów dlaczego gra miałaby być nieprzystępna – na łatwych ustawieniach, z pomocą towarzysza, każdy powinien zdołać nie tylko przejść Cassette Beast, ale powinien przy tym dobrze się bawić. Nic nie jest tu zrobione na złość graczom, twórcy wyraźnie chcieli dać nam relaksującą, przystępną rozrywkę i doskonale im się to udało. Zachęcamy do wypróbowania gry i wręczamy jej Certyfikat Izzy Mode na podusiach.
Ocena Izzy Mode dla gry Cassette Beasts
Casual score: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla casual players – graczy okazjonalnych, którzy czasem lubią wyzwania, ale generalnie chcą sobie popykać raz w tygodniu przez parę godzin bez stresu i dla samej radości grania. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla okazjonalnych graczy.
n00b-o-meter: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla n00b’ów – nowych graczy, których gamingowa kariera zaczęła się i skończyła na Candy Crush, Tetris albo grach przeglądarkowych lub wręcz nigdy nie grali w żadną grę, a chcieliby zacząć. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla początkujących graczy.
Poziom trudności: między Izzy Mode, Normalnym, Trudnym a Koszmarem – jak ogólny poziom trudności tej gry zostałby określony w skali znanej z gier?





