“Cozy games”, gry przytulne, hygge, urocze i dające poczucie bezpieczeństwa rzadko są jednocześnie zimnym survivalem, gdzie każda minuta pozostawania poza bazą wypadową zbliża małą słodką myszkę do ponurego końca w mroźnym mroku wrogiego środowiska… Jeszcze rzadziej takie gry pozostają nadal urocze, a ponadto – całkowicie przystępne dla każdego. Obojętnie czy właśnie dłuży ci się zima, czy może jest upalne lato lub jesień i tęsknisz za śnieżnym kocykiem jak z bajki, Winter Burrow będzie strzałem w (-)10(°C).
Gry survivalowe rzadko są dobrym wyborem dla początkującego gracza – cała idea “przetrwania” sugeruje trudność, jaką nastręcza samo utrzymywania swojej postaci przy życiu. Choć bardzo często atrakcyjne wizualnie, nieraz też utrzymane w dwuwymiarowym środowisku i tylko umownie odwzorowujące rzeczywiste trudności, jakie napotykają prawdziwi survivalowcy w terenie, gry takie, jak Don’t Starve, The Escapists czy This War of Mine potrafią dać w kość nowicjuszom i czasochłonnością zniechęcić graczy okazjonalnych.
Winter Burrow jest jednak inne – celuje raczej w opowiedzenie historii o nostalgii, powrocie do dzieciństwa, odrzuceniu i pojednaniu, samotności i budowaniu społeczności lokalnej oraz po prostu – o trudach, jakich potrafi nastręczać zwykła codzienność. Elementy survivalowe są tu wykorzystane przede wszystkim do podkreślenia kontrastu między tym jaki świat potrafi być brutalny, a tym jaki potrafi być też przytulny i ciepły.
Zwykłe gry survivalowe starają się trafić w ten idealny punkt, w którym rozgrywka jest jeszcze znośna, ale już tak trudna, że gracz czuje niemal na własnej skórze część trudów, z jakimi mierzy się jego postać. Problem w tym, że z takim podejściem twórcy bardzo łatwo zmieniają rozrywkę w mozolną pracę na ASAPie, w ciągłym poczuciu niedoboru i niedoczasu. Zarzucałem to grze The Alters, sugerując, że do gry chyba przesiąknęło trochę niezdrowej kultury korporacyjnej – tak powszechnej w branży gamingowej. Nie ma jednak praktycznie śladu po tym w Winter Burrow, a jedyny pośpiech – związany z nadejściem nocy – jest przewidywalny, a po osiągnięciu pewnej wprawy – pomijalny.
Prowadzona przez nas myszka wie ile czasu tego dnia może jeszcze myszkować na zewnątrz, czas nie płynie podczas rozmów z NPCami, zbierane przedmioty pozwalają dość łatwo uniknąć zamarznięcia, a nawet jeśli już zdarzy się nam zamienić ją w koci deser lodowy, to kara za kuszenie losu jest relatywnie niska.
Gra ma dość wyraźnie określony target – mimo rysowanej grafiki rodem z wyrafinowanych książeczek dla dzieci (raczej tych dzieci, które jeszcze przed narodzeniem słuchały Mozarta, a zabawki w latach życia 0-5 były w 100% sensoryczne i ekologiczne), nie jest to raczej tytuł stworzony z myślą o nich. Kolory są mocno stonowane, a opowiadana w grze historia nieraz bardzo dramatyczna. Jeśli dodać do tego mimo wszystko istniejącą presję czasu, wykreślamy z listy kilkulatki. Wielu nastolatkom gra wyda się natomiast z pewnością nudna. Nie, targetem tej gry są dorośli, którzy potrzebują ciepłej, dorosłej opowieści, nie mają za dużo czasu ani wprawy w graniu, ale mają dość czytania w kółko Harrego Pottera, Muminków albo Ani z Zielonego Wzgórza. Słowem – dla n00bów i casuali spragnionych przytulnych gier, czyli wielu z Was!
Jeżeli jakieś punkty mogą być odjęte to chyba tylko za tę bezwzględność tykającego zegara, przesadnie ograniczoną pojemność plecaka i – głównie – za założenie, że każdy zna już jakąś grę obejmującą crafting i przetrwanie. To nie jest założenie całkiem błędne, bo czy to był Minecraft, jego dwuwymiarowy kuzyn – Terraria, opiewane tu przy każdej okazji Stardew Valley, czy nawet coś z serii Zelda i wiele, wiele innych – koncept łączenia dwóch elementów, aby otrzymać inny, a następnie użycie go jako składnika dla kolejnych, coraz bardziej zaawansowanych obiektów, aby przetrwać w również coraz bardziej wrogim środowisku – większość osób, które trafią do zimowego lasu Winter Burrow będą go znały. Nie zaskoczy ich pomysł robienia włóczki z sierści albo siekiery z kamienia i patyków.
Ale granie w Winter Burrow z tym doświadczeniem, od grania z perspektywy zupełnego nowicjusza, który ma pierwszy raz kontroler w ręku, dzieli przepaść. Tę rozpadlinę inne gry zasypują lepiej – bez presji czasu, z lepszym tutorialem albo choć bardziej intuicyjnym interfejsem, mniej liniową fabułą albo wręcz bez fabuły, co daje nowicjuszom jeszcze bardziej wolną rękę, a graczy okazjonalnych jeszcze bardziej nagradza za powrót po miesiącach przerwy.
Mimo to, dla jednych i drugich – mocne 8/10. Warto pomyszkować!
Ocena Izzy Mode dla gry Winter Burrow
Casual score: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla casual players – graczy okazjonalnych, którzy czasem lubią wyzwania, ale generalnie chcą sobie popykać raz w tygodniu przez parę godzin bez stresu i dla samej radości grania. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla okazjonalnych graczy.
n00b-o-meter: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla n00b’ów – nowych graczy, których gamingowa kariera zaczęła się i skończyła na Candy Crush, Tetris albo grach przeglądarkowych lub wręcz nigdy nie grali w żadną grę, a chcieliby zacząć. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla początkujących graczy.
Poziom trudności: między Izzy Mode, Normalnym, Trudnym a Koszmarem – jak ogólny poziom trudności tej gry zostałby określony w skali znanej z gier?





