Przejdź do treści
Recenzje niedzielnego gracza : Baldur's Gate 3 - izzy mode

Baldur’s Gate 3

Przepraszam.

Naprawdę próbowałem!

Ale po eonach w Podmroku (ponad 40 godzin w grze)… Poddaję się. Nie uda mi się polubić Baldur’s Gate 3.

Widzę i rozumiem jak wybitnym dziełem jest ta gra. Ale jako casualowy gracz niedzielny… No nie mogę się zdobyć, żeby wrócić do krainy… * sprawdza notatki * Wybrzeża Mieczy? Tak? Żeby… Co ja miałem tam właściwie zrobić? Pozbyć się jakiegoś pasożyta z głowy. I e… sam nie wiem. Walczyć z jakimiś goblinami i Absolutem – kimkolwiek w sumie jest?

I to jest mój pierwszy zarzut Wysoki Sądzie: BG3 jak na grę fabularną, ściśle na osi fabularnej osadzoną, opowiada swoją historię w sposób niejasny i niespójny, questy zdają się z sobą prawie niepołączone, miejsca i postaci o generycznych nazwach i imionach fantasy mają generyczne cechy i są kompletnie niezapamiętywalne. Świat, w którym się znaleźliśmy jest po prostu obcy i taki pozostaje, bo gra nie uczy nas prawie niczego – nie tylko w zakresie mechaniki, ale też świata przedstawionego. Wszyscy napotkani NPC traktują nas jak osobę doskonale zorientowaną w tematach polityki, religii, stronnictw, państw, miast, równoległych astralnych płaszczyzn egzystencji, magii i rzemiosła oraz postaci. Ale zupełnie brak tu ekspozycji. Kogoś, kto wprowadzałby gracza w świat. To uczucie takie, jak gdyby czytać Silmarilion nie znając Władcy Pierścieni. Od połowy. W obcym języku. Na kartkach znajdowanych w losowych miejscach, w losowej kolejności, czasem we fragmentach gazet, czasem starych zwojach. Nie wiemy co jest istotne, co niuansem, nie znamy tego świata i nie wiemy nawet czy lektura uzupełniająca poza grą naprawiłaby ten stan rzeczy. Są gry, które mają swoją Wikipedię, jak Stardew Valley i to bynajmniej nie dyskredytuje zabawy, choć zawsze lepiej gdy wszystkiego ważnego dowiadujemy się podczas rozgrywki, wewnątrz rozgrywki. Ale to nie jest problemem. Problemem jest, gdy nie wiemy nawet czego szukać w tej Wikipedii, a gdy już znajdziemy – nie rozumiemy wyjaśnienia. To jest poziom chaosu fabularnego, z jakim trzeba mierzyć się w BG3. 

Czy to brzmi jak frajda dla causala lub n00ba, który chce po prostu pograć w jakieś malownicze fantasy RPG?

Zarzut drugi: interfejs i mechanika gry. 

Zacznijmy od okoliczności łagodzących: walki są turowe – nie wymagają zręczności. Da się też dość komfortowo grać w podstawowym zakresie przy pomocy pada. 

Poza tym jednak wszystko jest tu trudne i niesatysfakcjonujące. Gra nie uczy nas prawie niczego w zakresie walki (a tych jest cała masa!), ale też podstaw poruszania, czy wchodzenia w interakcje ze światem. Nie ma samouczka, nie ma początkowo niższego poziomu trudności. Nie wiemy co się stanie jeśli będziemy odpoczywać zbyt często, ani ile to jest “zbyt często”. Nie wiemy czy lepiej grać w zespole czy osobno, jakie statystyki wybrać, żeby mieć choć cień szans w starciach. Wreszcie: jak tu właściwie walczyć? Czy lepsze są ataki dystansowe czy w zwarciu? Jak stosować się do porad typu “hurr-durr, podczas walki korzystaj z ukształtowania terenu i elementów napotkanych w świecie gry”? Nawet po wielu godzinach gry nasza “strategia” będzie opierała się na “stań wysoko i rzucaj kule ognia lub strzelaj z łuku”. A wszystkie wyszukane ataki i czary wykorzystamy raz, po czym trzeba by odpocząć… A przypomnijmy: gra sugeruje – nie wiadomo na ile poważnie – że nadmiar odpoczynków sprawi, że przegramy z kretesem, w sposób, którego nie da się naprawić nawet załadowaniem save’a. 

Idźmy dalej. Teoretycznie każde wyzwanie w BG3 ma kilka rozwiązań. Ale jeśli w praktyce istnieje pięć rozwiązań problemu, z czego dwa to walki, które przegramy z kretesem, jedno nie pasuje w żaden sposób do postaci, którą prowadzimy, a na dwa pozostałe jakoś nie możemy wpaść… Jednocześnie nie wiedząc przecież, że rozwiązań jest pięć. Bo może są tylko trzy i utknęliśmy! A może rozwiązań jest piętnaście i to z nami jest coś nie tak? Najczęściej jednak wybieramy jakieś rozwiązanie zauważone. Np. walkę albo wyłganie się z sytuacji zręcznym dialogiem. Po niezliczonej ilości prób i włączania gry z zapisu, w końcu udaje się nam przebrnąć przez bitwę lub dialog, zamiast satysfakcji czujemy… Niedosyt? Wrażenie, że oszukaliśmy grę? Że prowadzimy postać na manowce. To jak uczucie, kiedy próbowaliśmy podążać główną, prostą linią fabularną, bez szaleństw, a przez bug w grze niechcący wylądowaliśmy poza granicami mapy i nie wiemy – czy to jest jeszcze mój quest? Czy za trzy dni odkryję, że muszę włączać przedwczorajszy zapis? W BG3 czuję się nieustannie jak dziecko we mgle. I z czasem to wrażenie tylko się nasila.

Co gorsza, wciąż musimy się też mierzyć z przeszkodami interfejsu, jak szereg różnych menu. Inne jest szybkie menu czarów, w innym stylu szybkie menu akcji, inne znów – menu z inwentarzem. Podmenu są w kolejnych stylach. Grając na padzie mamy jeszcze dodatkowe wyzwanie: czasem sterujemy postacią, innym razem – kursorem. Wszystko to sprawia, że człowiek czuje się nieporadny, niezgrabnie przeszukuje wszystkie te opcje w poszukiwaniu czegoś, co mgliście pamięta, że chyba powinno być i działać w jakiś sposób…? Opcja? Czar? Przedmiot? Było różowe i świeciło. Chyba służyło do leczenia?

Baldur’s Gate 3 to gra wybitna. Dla pewnej kategorii graczy. Niezliczone opcje dialogowe, duża wolność w interakcjach ze światem (choć tu też bez przesady – zdecydowanie nie mamy do czynienia z sandboxem typu Minecraft), nacisk położony na odgrywanie swojej roli, ważkość każdej decyzji i każdej walki. Tutaj podbicie obozowiska goblinów to wyzwanie i jeśli mu podołamy – da nam proporcjonalną do wyzwania satysfakcję. Do tego bardzo wysoki poziom wizualny, doskonale dobrane głosy postaci. Tak, to gra wyjątkowa. Która jednak okaże się wyjątkowo nieznośna dla większości graczy okazjonalnych. Jej poziom trudności, skomplikowanie interfejsu i chaotyczność fabularna czyni ją koszmarnie nieprzystępną. 2/10 i to z pewnym wahaniem czy nie powinno być 1/10*

Ale przyjmijmy, że już kochasz BG3 miłością szczerą i żarliwą i teraz chcesz przedstawić ten wspaniały magiczny świat swojej Drugiej Połówce, Która Nie Gra Za Dużo W Gry (czyt. jest totalnym n00bem, ale dla Ciebie spróbuje w coś pograć, no trudno). Wszystko jest na miejscu – nawet kanapowy co-op! Cóż może być piękniejszego niż wspólne zwiedzanie, przeżywanie przygód i walka ramię w ramię z wybranką/wybranikiem serca w realu!? 🥹 Nie. Nie rób tego. To tak, jakby chcieć zapoznać ludzi, którzy nigdy nie słuchali muzyki ze światem muzycznym zaczynając od Chopina albo od skrzypiec czy organów kościelnych. A jeśli się nie zachwycą, to podsuwanie im podręcznika z nutami. Zacznij od czegoś lekkiego albo przygotuj się na gorzkie rozczarowanie.

Nawet jeśli osoba, którą nawracasz na BG3 gra w “papierowe RPGi”, ale jakoś nigdy nie miała okazji grać w gry komputerowe, to jak pokazuje np. ten filmik, sukces zdecydowanie nie jest gwarantowany.

Jest dużo gier, które mają solidne Izzy Mode. Gier, być może nie wybitnych, ale nadających się na wrota do gamingu lepiej niż Wrota Baldura.

—

*Tutaj ważna uwaga: drogi casualu, n00bie drogi. Istnieje pewna szansa. Może 1%? Że to będzie Gra Twojego Życia. Że porwie Cię z mocą, z jaką porywały gry wielu z nas w latach 90. Że będzie Twoim Falloutem, Twoimi Pokemonami, Diablo, Simami, Quake’iem, czy – no właśnie – Baldurem (jedynką i dwójką). Przemieni Cię z n00ba w gamera, albo wypełni Twoje casualowe życie gamera na 5 lat, w czasie których nie kupisz innej gry, bo i po co, skoro w tej jest wszystko, czego potrzebujesz? Dla Ciebie to będzie 10/10, GOTY i rzecz, o której będziesz mówić wszystkim gotowym (lub nie) słuchać prozelity-apologety-neofity. Ale czy naprawdę obstawisz 300 zł na zakład o szansach 1 do 100? Jesteś tu, bo nie lubisz gier trudnych, żmudnych, czasem nudnych. Gier, które podejrzanie przypominają pracę. I jeśli tak, to stanowczo odradzam BG3 – znużysz się zanim się zanurzysz.

Ocena Izzy Mode dla gry Baldur’s Gate 3

Casual score: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla casual players – graczy okazjonalnych, którzy czasem lubią wyzwania, ale generalnie chcą sobie popykać raz w tygodniu przez parę godzin bez stresu i dla samej radości grania. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla okazjonalnych graczy.

n00b-o-meter: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla n00b’ów – nowych graczy, których gamingowa kariera zaczęła się i skończyła na Candy Crush, Tetris albo grach przeglądarkowych lub wręcz nigdy nie grali w żadną grę, a chcieliby zacząć. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla początkujących graczy.

Poziom trudności: między Izzy Mode, Normalnym, Trudnym a Koszmarem – jak ogólny poziom trudności tej gry zostałby określony w skali znanej z gier?

Casual score
0
n00b-o-meter
0

Ogólny poziom trudności:

Zobacz inne gry o poziomie ""

Recenzje niedzielnego gracza : Baldur's Gate 3 - izzy mode

Baldur’s Gate 3

Gra jest bardzo złym pomysłem dla większości graczy casualowych i początkujących. Główne zarzuty dotyczą tu niejasnej i niespójnej fabuły, której składowe części (questy) nie są ze sobą dobrze powiązane, a postacie i miejsca są generyczne i niezapamiętywalne. Gra nie oferuje wystarczających wyjaśnień dotyczących świata przedstawionego ani interfejsu i mechanik. Nawet po 40 godzinach grania czujemy, że nie wiemy prawie nic o walce czy poruszaniu się po świecie. Baldur’s Gate 3 zdobywa uznanie jako wybitna gra, ale wydaje się tworzyć niepotrzebną i potężną barierę dla graczy casualowych i n00bów.

Przestań wszędzie pisać, co myślisz! Nie możesz po prostu przeczytać recenzji i tyle?
idź w coś pograć, zamiast komentować wszystko, co ci się nasunie na ekran!