Diablo IV
Moja postać w Diablo IV zginęła może 3 razy. W tym raz – bo poszedłem po kawę i jakiś pomniejszy, ale wytrwały demon korzystając z życiowej okazji, wytrwale atakując przez 10 minut zdołał wreszcie zagryźć 50-levelowego barbarzyńcę. Dwa razy – bo przegapiłem moment wypicia jednego z eliksirów, których miałem pełną kieszeń. Jeśli damy sobie czas i nie chojraczymy, to Diablo IV jest grą wręcz dość łatwą. Ale ilość parametrów, opisów, wątków i słabo wyjaśnianych niuansów sprawia, że balansuje na granicy między poziomem normalnym a trudnym – szczególnie trudnym, jeśli nie wiemy na co tak naprawdę trzeba zwracać uwagę.
A gra nie naucza za bardzo swoich mechanik, więc nie mamy się skąd dowiedzieć jak w nią grać, chyba, że znamy poprzednie jej części albo w szereg innych, podobnych hack and slash’ów. Bo choć Diablo IV jest nienajgorszą drogą do świata gier komputerowych: wielu n00bów nie zrazi się ścianą parametrów każdego miecza czy pancerza, wielu casuali poświęci weekendy przez dwa lata i ją ukończy z satysfakcją, to ta gra na pewno nie została dla nich stworzona. Nie, nie. Stworzona została z myślą o hardcore’owych nabijaczach leveli, speedrunnerach, wyczynowcach grających regularnie, dla których nabite 100 godzin rozgrywki to zaledwie rozgrzewka, a znajomość mechanik przypomina raczej intuicję niż zwykłą wiedzę. Tacy gracze w po ogłoszeniu nowego sezonu mają postać na 40 levelu szybciej niż casual czy n00b sprawdzi czym właściwie są i jak działają sezony w grach online oraz czemu gra sugeruje, że powinni porzucić swoją wychuchaną miesiącami postać, z którą już się zżyli i zacząć całkowicie nową rozgrywkę.
Wobec takiego podstawowego targetu, tak odległego od naszego spokojnego poletka, warto docenić równoczesną przystępność Diablo IV dla nowicjuszy. To pierwszy przypadek wręcz, gdzie gra będzie trudniejsza dla casuali niż nowych graczy. Bo o ile nie wymaga za dużo zręczności, znajomości świata Sanktuarium i jego piekielnej mitologii, to już wymaga zawsze dużo czasu. Można przejść na upartego cały główny wątek korzystając z joysticka i dwóch przycisków. Ale zawsze będzie to trwało. Według howlongtobeat.com – 26 godzin dla głównego wątku, 47, jeśli dołożymy poboczne. Moim zdaniem – jakieś 2x dłużej. I zajmie to tym więcej czasu, im mniej go mamy, bo nie wyrobimy sobie pamięci mięśniowej, nie będziemy też pamiętali raczej pretekstowej fabuły ani zrębow strategii, jaką przyjęliśmy grając. W co inwestować – w siłę czy zręczność? Gdzie hartowało się broń…? Zaraz. Przecież na pewno u kowala! Czemu teraz się nie da?! Aha, bo nowy sezon… Ale przecież ja nie gram sezonową postacią? Czy gram? @.@
A teraz dołóżmy late game – to, co Diablo oferuje poza jednokrotnie zaliczoną fabułą. Granie online w klanie, szukanie tego jednego itemu idealnego, gra na kolejnych, coraz wyższych poziomach trudności. Wszystko to zajmuje wiele, wiele godzin.
Dla casuala to raczej strata czasu. Pół godziny gry skradzione tu i tam nie da wiele satysfakcji, a trzy godziny w sobotnie popołudnie raz na miesiąc też nie poprawi wrażeń. Za to jestem gotów polecić Diablo IV n00bom. Tym duszyczkom cierpiącym od kilkunastu lat w piekle mobilnych pay-to-win z żenującą fabułą i loot-boksami co dwa kroki. Tym pokutnikom klawiatury i myszki, którzy po ośmiu godzinach przy służbowym komputerze chcieliby spróbować grania na padach, ale boją się porzucić klawiatury i myszki na rzecz kontrolera w strzelance 3D. Wreszcie zagubionym w limbo single playera, którzy pragną towarzystwa online i szukają porządnej rozgrywki w multiplayerze – takiej, w którą trzeba się zaangażować, granej do 3 nad ranem, o której później opowiada się na przerwie w liceum. Takiej, której parasocjalne więzi klanów pozwolą poczuć namiastkę wspólnoty, spełniając atawistyczną potrzebę plemiennego przemierzania martwych stepów… Czujecie ten klimat? Spalonej ziemi, którą wędrujecie wznosząc tumany kurzu, walcząc z demonami i zdobywając sławę i bogactwa? Zawsze z poczuciem dopaminowego niedosytu? Jeśli tak, to niech Wam Lilith zejdzie z traktu, bo ta otchłań nie ma dna i po jej przebyciu – o ile ją zdołacie przebyć – trudno będzie Was dalej nazywać n00bami.
Ocena Izzy Mode dla gry Diablo IV
Casual score: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla casual players – graczy okazjonalnych, którzy czasem lubią wyzwania, ale generalnie chcą sobie popykać raz w tygodniu przez parę godzin bez stresu i dla samej radości grania. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla okazjonalnych graczy.
n00b-o-meter: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla n00b’ów – nowych graczy, których gamingowa kariera zaczęła się i skończyła na Candy Crush, Tetris albo grach przeglądarkowych lub wręcz nigdy nie grali w żadną grę, a chcieliby zacząć. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla początkujących graczy.
Poziom trudności: między Izzy Mode, Normalnym, Trudnym a Koszmarem – jak ogólny poziom trudności tej gry zostałby określony w skali znanej z gier?






