Dredge
Od kilku dobrych lat coraz trudniej wskazać grę, która nie miałaby jakieś formy wędkowania. Dlaczego tak jest wyjaśnia dobrze ten materiał i spoiler: chodzi o możliwość chwilowego zmniejszenia tempa gry. Dredge, co ciekawe – podobnie jak Stardew Valley, chyba nie dostało stosownej notatki, bo łowienie ryb jest tu jedną z bardziej stresujących czynności 😉 W przeciwieństwie jednak do najlepszego symulatora farmy na rynku, Dredge nie jest grą łatwą i trudno ją polecić n00bom. Casual pewnie odnajdzie się tu trochę lepiej, ale też najpewniej natknie się swoją dozę frustracji.
Trzy główne zalety tej gry to: 1. lovecraftowy klimat, a gier, które tak dobrze oddają mrok, mackowatość, oślizłość i plugawość świata Wielkich Przedwiecznych jest niewiele.
2. W gruncie rzeczy gra nie karze zbyt często za błędy, umożliwia poprawianie wyposażenia, którym można nadrabiać braki w zręczności, a cierpliwością da się zdziałać więcej niż refleksem. 3. Mimo wiszącego nad graczem poczucia zbliżającej się zagłady, możliwa jest rozgrywka zrelaksowana i po prostu łowienie ryb z kutra, na zimnym, bliżej nieokreślonym morzu – gdzieś koło mroźnej Islandii, skalistej Norwegii, a może mglistej Szkocji?
Prosta grafika przywodzi na myśl mroczną wersję Fortnite, ścieżka dźwiękowa dobrze podkreśla ten zimny, morski styl, a interfejs jest raczej nieskomplikowany.
Gra ma jednak trzy równie duże wady. 1. Przede wszystkim fabuła jest paradoksalnie jednocześnie liniowa i przesadnie poszatkowana. Istnieje w końcu pewien limit tajemniczych niedopowiedzeń w urywanych nagle dialogach i na rozmazanych wodą listach w butelce, po przekroczeniu którego narracja zmienia się w chaotyczny strumień świadomości. Nie zrozumcie mnie źle! Bełkot szaleńców, niepokojące spojrzenia cwanego burmistrza i zakapturzone postacie o charczącym oddechu, to jest bardzo lovecraftowy, bardzo intrygujący sposób opowiadania. Jednak między jednym znaczącym przemilczeniem, a drugim, powinna istnieć mimo wszystko wyraźna myśl przewodnia. W przeciwnym razie nasze decyzje przestają być wyborami, a stają się losowaniem między opcjami, których za bardzo nie rozumiemy, więc nie możemy nawet w przybliżony sposób przewidywać skutków i – jak w Baldur’s Gate 3 – w efekcie nie dają poczucia realnej sprawczości ani satysfakcji.
2. Druga wada z naszej n00bowsko-casualowej perspektywy to sterowanie. Jak wiemy z lekcji fizyki (albo – najpewniej – z popularnonaukowych filmików na YouTube), ciało raz wprawione w ruch, pozostaje w tym ruchu aż nie zadziała na nie inna siła. A w życiu widzimy to newtonowskie prawo szczególnie w wodnych warunkach ograniczonego tarcia… To, co próbuję wyrazić w ten naukowy sposób, to… kiedy, po godzinach walki o przyspieszenie naszego boleśnie zamulastego kutra, ta cholerna łajba wreszcie umie się rozpędzić do sensownych prędkości, to – zgodnie z dobrze oddaną fizyką – leci bezwładnie na skały i się na nich regularnie rozpiżdża w drobne deski. Wypłynięcie z portu ma niekiedy urok parkowania na zatoczkę. I nie jest to nic, z czym nie dalibyśmy sobie rady. Ale nie można oczekiwać, że nie zniechęci to n00ba.
3. Trzeci problem to łowienie ryb. Wiecie. Ten drobiazg, który stanowi oś tej gry. Minigra w łowienie wymaga sporo refleksu. Znów – czy to poziom zręczności akrobaty? Nie. Damy radę. Czy będzie to dla wielu początkujących graczy stały powód do frustracji – prawdopodobnie.
Dredge nie pomaga brak polskiego języka, brak czytanych dialogów czy narratora (nawet w jęz. angielskim), co ogranicza nieco dostępność części graczy, brak mapy gatunków ryb, przez co regularnie zaglądamy do internetu – żeby nie pływać bez sensu kilka godzin szukając jedynej lokalizacji z określonym, niezbędnym gatunkiem, brak regulowanego poziomu trudności ani pewne ograniczenia zapisów gry (tylko w portach, na jednym tylko slocie pamięci).
Mimo to nie jest to gra “trudna”. To normalny poziom trudności, z szeregiem uciążliwości niepsujących przyjemności z gry, którą jednak trudno polecić n00bom, a casual pewnie nie dotrze nawet do tak niszowego tytułu.
Ocena Izzy Mode dla gry Dredge
Casual score: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla casual players – graczy okazjonalnych, którzy czasem lubią wyzwania, ale generalnie chcą sobie popykać raz w tygodniu przez parę godzin bez stresu i dla samej radości grania. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla okazjonalnych graczy.
n00b-o-meter: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla n00b’ów – nowych graczy, których gamingowa kariera zaczęła się i skończyła na Candy Crush, Tetris albo grach przeglądarkowych lub wręcz nigdy nie grali w żadną grę, a chcieliby zacząć. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla początkujących graczy.
Poziom trudności: między Izzy Mode, Normalnym, Trudnym a Koszmarem – jak ogólny poziom trudności tej gry zostałby określony w skali znanej z gier?





