Spiritfarer
Spiritfarer to najlepszy couch co-op, w jaki miałem przyjemność (współ)grać. Co więcej, to co-op całkowicie opcjonalny, bo równie dobrze gra się też w pojedynkę. To jedna z najlepszych gier, które można zaklasyfikować jako “łatwe bez przekraczania progu infantylności czy nudy”. To też najbardziej niedoceniona gra, jaką znam.
Normalnie czułbym się zobligowany do ostrzeżenia w tym miejscu, że gra zawiera elementy zręcznościowe, że ma – a jakże! – łowienie ryb oparte o refleks… Ale Spiritfarer sprzedaje swoją platformówkową część lepiej niż jakiekolwiek zręcznościowe gry. Nasza postać zwyczajnie płynie przez plansze, a w miarę jej rozwoju – ślizg, jakim przemierzamy piękne, ręcznie rysowane krainy staje się jeszcze gładszy. A ryby? No cóż. Ja złowiłem wszystkie dostępne gatunki, więc chyba nie mogło być tak źle 😉
Spiritfarer ma też jeden z najdziwniejszych sloganów promocyjnych: “przyjemna gra typu management o umieraniu”, który jest tyleż osobliwy co… trafny. Bo też rzeczywiście jest to mieszanka management’owych Stardew Valley i Fallout Shelter. Obok elementów RPG i wspomnianych platformówek ma też crafting. Jest przyjemna i jest. No. “O umieraniu” 🤷♂️. A nawet bardziej: o dojrzewaniu do odejścia, metafizycznym albo psychologicznym zamykaniu niedokończonych spraw.
Ta warstwa jest bardzo emocjonalna. Tak, to jedna z TYCH gier, które pod kolorową, kreskówkową osłoną, usypiając czujność pogodnym klimatem, od czasu do czasu spuszczają na nas bolesną bombę uczuć. Nie jest to nachalne, jak w melodramatach czy niektórych bajkach Disney’a, ale występuje. Jednak perspektywa zastępczyni Charona, która przeprawia dusze na Drugą Stronę pozwala do tych emocji skutecznie się zdystansować. Poznajemy historie życia i charaktery postaci, pomagamy im domykać te historie, a przy okazji, aby to było możliwe – podróżujemy stateczkiem Charona po za-świecie.
Dla casuala czy n00ba Spiritfarer jest grą idealną: nie karze za nic i nigdy, ale potrafi dać poczucie satysfakcji. Rozgrywka odbywa się w 2D, mapa jest czytelna, wyzwania można powtarzać, więc nie jest problemem, jeśli nie podołamy im za pierwszym razem w stopniu zadowalającym. Sterowanie jest przyjemnością w sobie, za fabułą łatwo nadążyć i zorientować się w niej nawet po dłuższej przerwie. Mechaniki poznajemy bardzo stopniowo, więc nauka obsługi przychodzi łatwo. Natomiast genialny couch co-op, gdzie jeden gracz może pełnić funkcję przewodnika, a drugi – bardziej wspomagającą, sprawia, że nawet będąc największym n00bem, który nie grał nigdy w żadną grę i nigdy nie trzymał w dłoni pada, nie tylko podołamy wyzwaniu, ale wręcz poczujemy się jakbyśmy robili to od dawna.
Można też wykorzystać trik: jeśli jeden z graczy potrafi się dostać w jakieś trudniej dostępne miejsce, a drugi ma z tym duży problem (co zdarza się może parę razy przez całą rozgrywkę), to zawsze można wyłączyć pada gracza mniej doświadczonego, pozwolić temu zręczniejszemu dostać się w docelowe miejsce samemu i włączyć n00bowski pad z powrotem – jego postać pojawi się u boku towarzysza.
Całość rozgrywki, szczególnie w połączeniu z kojącą muzyką, jest tak relaksująca, że wręcz przysypiałem podczas wieczornego grania. Nie z nudy, jak uszczypliwy złośliwiec albo złośliwy uszczypliwiec mógłby sugerować, tylko z wyluzowania właśnie.
Biorąc to wszystko pod uwagę, ogłaszam niniejszym, że serwis Izzy Mode przyznaje Spiritfarerowi swoją pierwszą, historyczną 10/10! Zasłużona dziesiątka to nasza mała cegiełka na rzecz zwiększania, wciąż zdecydowanie za małej popularności tej gry.
10 czy nie, dziennikarski obowiązek mówi jednak, że należy wymienić kilka ostrzeżeń:
przede wszystkim:
- !trigger warning! Gra jednak dotyczy umierania i może dla wielu ludzi być trudna emocjonalnie.
- dialogi (monologi właściwie) nie są czytane przez lektora, a potrafią być dość długie.
- nie ma niestety wersji polskiej.
Jeżeli obawiasz się, że te trzy problemy będą przeszkodą nie do przejścia, to… nie ma sprawy, bo Spiritfarer jako jedna z nielicznych dziś gier oferuje solidne demo pozwalające bezpłatnie zapoznać się z jej mechaniką i stylem. Pobierz, pograj i oceń. Mnie demo przekonało natychmiast. Cały tytuł przeszedłem niespiesznie w couch co-opie i nadal czekam na kolejną tak casualowo relaksującą, a jednocześnie zwyczajnie dobrą i wciągającą grę. Choć nie jest to najlepszy tytuł, w jaki kiedykolwiek grałem ani moja gra wszech czasów, to z perspektywy Izzy Mode Spiritfarer jest dziełem wybitnym.
Ocena Izzy Mode dla gry Spiritfarer
Casual score: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla casual players – graczy okazjonalnych, którzy czasem lubią wyzwania, ale generalnie chcą sobie popykać raz w tygodniu przez parę godzin bez stresu i dla samej radości grania. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla okazjonalnych graczy.
n00b-o-meter: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla n00b’ów – nowych graczy, których gamingowa kariera zaczęła się i skończyła na Candy Crush, Tetris albo grach przeglądarkowych lub wręcz nigdy nie grali w żadną grę, a chcieliby zacząć. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla początkujących graczy.
Poziom trudności: między Izzy Mode, Normalnym, Trudnym a Koszmarem – jak ogólny poziom trudności tej gry zostałby określony w skali znanej z gier?








