Przejdź do treści
Recenzje niedzielnego gracza: Inkulinati - izzy mode

Inkulinati

Czy bycie średniowiecznym malarzem może być łatwe? Okazuje się, że tak. Ta malowana karcianka ze zrębami trochę zabawnej fabuły nie powinna nikogo przeciążyć. Łatwo za tą grą nadążyć, łatwo nauczyć się podstaw. Nie trzeba mieć doświadczenia z podobnymi grami. Nie ma tu mikrotransakcji, lootboxów… Nie ma też Certyfikatu Izzy Mode.

Inkulinati to w praktyce strategiczna gra karciana pokroju wiedźmińskiego Gwinta, czy niezwykle popularnej w pewnych kręgach, choć nieco poza gamingowym głównym nurtem – Heartstone. Jeszcze więcej podobnych tytułów wydano stricte na urządzenia mobilne. Dla osoby, która przechodzi ze swoją grową pasją z telefonu na PC lub konsolę, Inkulinati będzie znajomą przystanią i za to duży plus. 

Rozgrywka jest nieskomplikowana, choć w pierwszym momencie stwarza pozór przeciwny. Punkty życia, punkty atramentu, złoto i sława, każda postać, którą zarządzamy i wysyłamy w bój różni się wyraźnie od pozostałych, każda ma nie tylko inne parametry, ale też masę różnych modyfikatorów. Pies z łukiem będzie miał jeden zestaw ataków, a żaba – zupełnie inny. Ręka z toporem, szkielet czy inny diablik – odpowiednio własne. Można się pogubić. Ale właśnie: można się pogubić. I na łatwym poziomie prawdopodobnie niewiele to zmieni, bo pewnie nawet wykonując przypadkowe ruchy i tak wygramy. Chyba, że mamy słaby refleks… 

Dlaczego więc Inkulinati nie dostał Certyfikatu Izzy Mode? Bo jeśli mamy dobry refleks, to gra nie daje wiele satysfakcji na łatwym poziomie. Czujemy bardzo wyraźnie, że ktoś doczepił nam boczne kółka do rowerka. Uczy swoich podstaw, ale w zasadzie nie trzeba umieć nic więcej. Natomiast jeśli człowiekowi brak refleksu, to niech go św. Hildegarda ma w opiece – będzie ciężko. To dziwne połączenie banalizującej łatwości z dużym utrudnieniem nie daje niestety złotego środka. Gra też ma małe szanse wciągnąć fabularnie i nie jest dopaminowym dealerem, przez co nie stanie się przynętą na naszych niegrających bliskich. Nie będzie tym Stardew Valley, które wciągnie partnerkę, Dziedzictwem Hogwartu, które złapie każdego millenialsa czy Wiedźminem – lepem na ą, ę, zbyt poważnych Dorosłych, by grać w jakieś śmieszne gierki dla nastolatków. Chyba, że mamy w otoczeniu mediewistów, bo rzecz jest czarująco oryginalna i atrakcyjna wizualnie. 

Ogólnie rzecz biorąc to gra naprawdę dobra i dająca frajdę – nie zrozumcie mnie źle. Mam też słabość do polskich produkcji, które stoją na poziomie równym, a nawet przewyższającym standardowe tytuły AA dużych studiów. I to takie z potencjałem na dalszy rozwój! Po prostu mimo, że jest grą nietrudną, nie widzę w niej potencjału dla targetu n00bów. Rozgrywka oparta na rundach powinna przypaść do gustu casualom. Ale nawet tutaj – łatwość przerywania gry i łatwość przypomnienia sobie ledwie zarysowanej fabuły niweczone są nieco przez poczucie, że nie jest się dobrym graczem. Są takie gry, jak Hades, czy dawne Mortal Kombat’y, które pozwalają nam mieć wrażenie, że jesteśmy bardzo dobrymi graczami nawet jeśli przez większość czasu nie wiemy co robimy. Combo jakoś tak samo wychodzi, tu ślizg, tam wyskok, ciach i jest kolejny poziom! Ale ja jestem kozak! Inkulinati nie daje tego poczucia nawet jeśli wygrywamy. Jest jak granie z komputerem w szachy – na poziomie najprostszym nie wymaga od nas właściwie niczego, co w szachach najważniejsze – planowania, przewidywania, obrania strategii. Gramy biernie reagując na zastaną w każdym ruchu planszę. Czy można w takim razie w ogóle powiedzieć, że to są szachy? To raczej taki Pong z odbijaniem piłeczki, gdzie obie strony nie za bardzo wiedzą co robią i nic nie zapowiada, by miały się w rozgrywkę zaangażować bardziej. A kiedy podniesiemy poziom trudności choć o stopień, to zostaje z nas mokra plama, bo tak naprawdę nie graliśmy szachy/Inkulinati, tylko poznaliśmy garść podstawowych zasad.

Wreszcie jednak. Z certyfikatem czy bez: za przystępność interfejsu, za tutoriale, poziomy trudności, staranny opis każdego obiektu w grze, za polską wersję językową, za (mimo wszystko) możliwość obchodzenia w grze aspektu zręcznościowego oraz za łatwość powrotu do gry po przerwie, jak też za otwarcie świata karcianek na nieco szersze grono początkujących odbiorców, Inkulinati oceniam bardzo wysoko! A ponieważ gra jest niedroga, nie widzę przeciwwskazań by spróbować pokazać św. Franciszkowi jak się kończy okradanie wiewiórek z żołędzi!

Ocena Izzy Mode dla gry Inkulinati

Casual score: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla casual players – graczy okazjonalnych, którzy czasem lubią wyzwania, ale generalnie chcą sobie popykać raz w tygodniu przez parę godzin bez stresu i dla samej radości grania. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla okazjonalnych graczy.

n00b-o-meter: w jakim stopniu gra jest odpowiednia dla n00b’ów – nowych graczy, których gamingowa kariera zaczęła się i skończyła na Candy Crush, Tetris albo grach przeglądarkowych lub wręcz nigdy nie grali w żadną grę, a chcieliby zacząć. Im wyższy wynik, tym bardziej tytuł jest przyjazny dla początkujących graczy.

Poziom trudności: między Izzy Mode, Normalnym, Trudnym a Koszmarem – jak ogólny poziom trudności tej gry zostałby określony w skali znanej z gier?

Casual score
0
n00b-o-meter
0

Ogólny poziom trudności:

Zobacz inne gry o poziomie ""

Recenzje niedzielnego gracza: Inkulinati - izzy mode

Inkulinati

Inkulinati to wciągająca gra quasi-karciana o tematyce średniowiecznej, która jest łatwa do opanowania nawet dla nowicjuszy gatunku. Oferuje prostą, lecz różnorodną rozgrywkę, przypominającą Gwinta lub Hearthstone. Gra zawiera wiele unikalnych postaci, z których każda ma swoje własne umiejętności, dodając świeżości poszczególnym rozgrywkom. Jednak prostota łatwego poziomu, a jednocześnie wymaganie refleksu i skok trudności przy bardziej wymagającym poziomie mogą częściowo odbierać satysfakcję z gry. Choć nie oferuje wciągającej fabuły, która mogłaby w pełni zaangażować graczy, jej urokliwa oryginalność i atrakcyjność wizualna czynią ją przyjemną – zwłaszcza dla fanów średniowiecznych klimatów. Ogólnie rzecz biorąc, Inkulinati to dobrze wykonana produkcja, wyróżniająca się pod względem wizualnym i strategicznym. Choć może nie przyciągnąć twoich znajomych, którzy na co dzień nie grają, stanowi względnie przyjazny punkt wejścia do świata gier i jest dobrą opcją dla casualowych graczy lub tych przechodzących z gier mobilnych na inne platformy. Gra potrafi zbalansować prostotę z odpowiednią ilością elementów strategicznych, aby utrzymać zaangażowanie graczy, choć brakuje jej poczucia osiągania i sukcesu, jakie można znaleźć w innych tytułach. Ostatecznie, Inkulinati to warta uwagi, niedroga opcja dla każdego, kto chce odkrywać świat gier karcianych z pomysłowym średniowiecznym akcentem.

Przestań wszędzie pisać, co myślisz! Nie możesz po prostu przeczytać recenzji i tyle?
idź w coś pograć, zamiast komentować wszystko, co ci się nasunie na ekran!